piątek, 1 kwietnia 2016

"Do not touch! Freshly painted"

Tytuł: "Do not touch! Freshly painted"
Pairing: SuDo (EXO)
Rating: PG-13
Gatunek: AU, obyczaj, romans, lekka komedia
Opis: "Sztuka ma wiele form. Ma także wiele wcieleń. Jest tworzona z wielu tworzyw, na wielu tworzywach. Ludzie malują na ścianach, murach, płótnach, kartkach, materiałach, a nawet liściach.
Kyungsoo maluje na ludziach."
Uwagi: Pod ♣ znajduje się muzyka
Korekta by Nejimakidori




Sztuka ma wiele form.
Ma także wiele wcieleń. Jest tworzona z wielu tworzyw, na wielu tworzywach.
Dlatego Kyungsoo dalej nie wie, czemu ludzie nie rozumieją jego sztuki.
Malowanie na ciele to coś, co Kyungsoo kocha całym swoim ciałem.
Co to za różnica, na czym maluje?
Ludzie malują na ścianach, murach, płótnach, kartkach, materiałach, a nawet liściach.
Ale nie, Kyungsoo nie może malować na ciele, bo „ co to za sztuka?”.
Normalna.
A raczej wyjątkowa.
Jak każdy inny rodzaj sztuki.
Na szczęście na tym świecie istnieją ludzie, którzy rozumieją, co robi Kyungsoo i podoba im się jak to robi.
Inni malują na twarzach, na dłoniach, na brzuchach albo malują całe ciała.
Kyungsoo maluje głównie na plecach.
Wszystko, co mu przyjdzie do głowy, gdy patrzy na owe plecy.
Kiedyś namalował na plecach pewnej kobiety drzewo, z którego odfruwały ptaki, a dookoła nich latały ich pióra.
Kilka miesięcy potem dziewczyna wróciła do niego, pokazując mu tatuaż na jej plecach. Tatuaż, który był obrazem namalowanym wtedy przez Kyungsoo.
Dalej uważa, że to był najlepszy dzień w jego życiu, a na ścianie, obok fotografii owego obrazu, na ramie jest przyczepione zdjęcie pleców dziewczyny z tatuażem i ich wspólne zdjęcie.
Gdyby Kyungsoo mógł, pewnie by się z nią ożenił.
Teoretycznie mógłby, ale nie była dla niego.
Kyungsoo zawdzięcza swoją karierę swojemu przyjacielowi, który wspaniałomyślnie, jeszcze na studiach, upił się razem z nim i wręcz zmusił, by namalował mu coś na plecach. Mimo że Kyungsoo był tak pijany, że następnego dnia,  gdy zobaczył plecy Baekhyuna, zastanawiał się kto to namalował, jego obraz był zachwycający.
I przez to Baekhyun nie chciał się kąpać, więc Kyungsoo związał go i wrzucił do wanny, kiedy wrócił jednego dnia z zajęć, a w domu śmierdziało jakby ubrania z całego tygodnia treningów drużyna szkolna zostawiła w każdym zakamarku ich domu.
Mimo że Kyungsoo miał czas i chęci, to brakowało mu materiałów, by tworzyć. I nie chodziło tu o farby.

            – Rozumiem, potrzebujesz pleców – powiedział Baekhyun, kiedy razem stali w kolejce w sklepie. Starsza pani przed nimi obróciła się i spojrzała na nich krzywo. Baekhyun jedynie się uśmiechnął.
            – Tak – westchnął Kyungsoo, podając kasjerce butelkę wody i batona. Szybko zapłacił, bo starsza pani chyba miała zamiar dzwonić na policję. Baekhyun potruchtał za nim.
            – Moje plecy już ci nie wystarczają? – zapytał, robiąc smutną minę. Kyungsoo tylko westchnął, a Baekhyun przewrócił oczami. – No dobra, ponieważ jestem najlepszym przyjacielem na świecie, pomogę ci.
            – Nie będę rysował na plecach twojego brata – westchnął ponownie Kyungsoo.
            – Wow, okay, nie chodziło mi o niego, ale… dlaczego nie? – spytał, stając przed Kyungsoo, by go zatrzymać.
            – Nie wiem, czy nie zauważyłeś, ale on chyba mnie nie lubi – powiedział Kyungsoo unosząc brew. Baekhyun tylko wzruszył ramionami ustępując mu z drogi. – To w takim razie co chciałeś zaproponować? – zapytał, rozpakowując batona.
            – Żebyś poszedł na siłownię – powiedział Baekhyun. Kyungsoo spojrzał na niego krzywo. – Nie po to, by ćwiczyć, oczywiście. Tobie już wystarczy –klepnął Kyungsoo w biceps.
            – To po co?
            – By patrzeć na plecy ćwiczących ludzi.
            – Nie będę łaził po siłowniach i gapił się na cudze plecy.
            – Dlaczego nie?
            – Bo to chore.
            – Oj, przestań – powiedział w końcu Baekhyun, szarpiąc go za ramię.– Ja wiem, ty się wstydzisz i tak dalej, dlatego pójdę z tobą – wypiął dumnie pierś. Kyungsoo zmierzył go od stóp do głów powątpiewającym spojrzeniem. – Będę ćwiczył, a ty będziesz moim trenerem osobistym czy kimś w tym stylu. Ja będę wylewał siódme poty, a ty oglądał plecy – wyjaśnił z uśmiechem Baekhyun. Kyungsoo wyminął go, marszcząc brwi w zastanowieniu. Od dawna chciał namalować coś na wyćwiczonych, umięśnionych plecach. Zazwyczaj ze zgłoszeń przychodziły delikatne kobiety albo mężczyźni, którzy byli wysocy i wąscy. Kyungsoo wziął łyk wody, a Baekhyun bez słowa szedł obok niego. Już mógł sobie to wyobrazić. Szerokie ramiona, wąskie biodra, w jego głowie powstawał idealny obraz na plecach o takich proporcjach. Odsunął butelkę od ust i zakręcił ją.
            – Dobra, niech tak będzie – powiedział Kyungsoo, a Baekhyun zaklaskał w dłonie. Kyungsoo obejrzał się na niego. – Ale przyznaj, że idziesz tam, bo chcesz znaleźć dziewczynę – dodał Kyungsoo, a Baekhyun jęknął. – Wiedziałem – zaśmiał się Kyungsoo.

            Następnego dnia Kyungsoo i Baekhyun od samego rana wybrali się na siłownię. Wykupili bilet na godzinę i Baekhyun wykonywał jakieś lekkie ćwiczenia, kiedy Kyungsoo rozglądał się po siłowni. W taki sposób spędzili cały dzień, a pod wieczór Baekhyun wyglądał, jakby miał umrzeć.
            – Każ mi robić jeszcze raz brzuszki, a wbiję ci każdy pędzel w uda – warknął Baekhyun, widząc Kyungsoo z matą w ręku.
            – Rozciągaj się – powiedział tylko zmęczonym głosem. Może i nie pracował fizycznie tak jak Baekhyun, jednak lekkie podekscytowanie tym, że uda mu się w końcu znaleźć to, czego szukał, powoli z niego ulatywało. Pozostawała tylko nadzieja, że może znajdzie kogoś, kto chociaż będzie miał ładne plecy. Jednak nikogo takiego nie znalazł przez cały dzień.
Ponieważ do ostatniej siłowni dotarli przed dwudziestą trzecią, miła pani zza kontuaru, która wyglądała, jakby miała ich za chwilę wyzywać, powiedziała, że mogą zostać na siłowni ile chcą po opłacie za godzinę, bo „już mnie to nie obchodzi o tej godzinie”. Jak się okazało była to siłownia całodobowa.
            – Nie wierzę, że takie miejsca istnieją  – powiedział Baekhyun, siadając na rowerku. – To jak całodobowe piekło  – syknął, opierając się na urządzeniu. Kyungsoo naprawdę mu współczuł, ale z drugiej strony - kiedy Baekhyun ćwiczył w ciągu dnia, kilka kobiet zwróciło na niego uwagę. Przez chwilę zastanowił się, czy mu to powiedzieć, ale postanowił zrobić to kiedy już wyjdą; na poprawę humoru. Kyungsoo powiedział mu, ile ma przejechać na urządzeniu i sam usiadł obok. W siłowni jak na razie widział tylko dwie kobiety na bieżni, zwrócone plecami do nich. Kyungsoo westchnął, kiedy nawet ich plecy, po dokładnych oględzinach, okazały się zwykłe. Malował na takich nie raz. Kiedy Baekhyun skończył jeździć, oboje udali się do stanowiska z ciężarkami i Baekhyun powtarzał po nim różne ćwiczenia. Kyungsoo skupił się na swoim telefonie i na wiadomościach od mamy, kiedy Baekhyun mocno pchnął go w ramię. Kyungsoo spojrzał na niego groźnie.
            – Wybacz, trenerze – powiedział z kpiną Baekhyun, unosząc ciężarki nad głową. – Ale może spojrzałbyś w lustro? Czy moje plecy są proste?
Kyungsoo szybko zrozumiał aluzję, patrząc na postacie odbijające się w lustrze. Jedną z nich była niska kobieta z bardzo muskularnymi ramionami, ale Kyungsoo stwierdził, że to chyba nie o tę osobę chodzi. Dopiero kiedy Baekhyun sapnął coś o sztandze, Kyungsoo spojrzał w lustro w głąb sali, gdzie z przysiadu, ze sztangą na ramionach, prostował się mężczyzna. Kyungsoo miał ochotę paść na kolana i wykrzyczeć Alleluja, ale się powstrzymał. Właśnie zobaczył te plecy, których szukał. Idealne plecy. Kyungsoo przez chwilę obserwował, jak mięśnie pod skórą mężczyzny pracują za każdym razem, gdy podnosił sztangę. Jeszcze do tego mógł ocenić te plecy bez przeszkadzającego ubioru.
            – I co? – sapnął Baekhyun. Kyungsoo spojrzał na niego, zabierając mu z rąk ciężarki, nagle jakby rozdrażniony. Baekhyun zachwiał się przez siłę, z jaką Kyungsoo wyrwał mu przedmioty z dłoni. Kyungsoo złapał go za ramiona, a Baekhyun po chwili uśmiechnął się głupio.– Zakochałeś się w tych plecach czy co?
            – Chyba tak – odparł Kyungsoo, jakby zamroczony.
            – Jezu, to spytaj, czy możesz mu pomalować na plecach – Baekhyun usiadł na ziemi. Kyungsoo dalej jednak stał w miejscu. Baekhyun spojrzał na niego z ziemi i westchnął. – No dalej – powiedział, pchając jego łydkę. – Nie wstydź się – warknął tak mocno pchając, że Kyungsoo prawie wylądował na kolanach. Kiedy w końcu odzyskał równowagę, spojrzał złowrogo na starszego i odwrócił się, a z nim Baekhyun, który cicho gwizdnął.
            – No ładnie. Jeszcze do tego jest przystojny – powiedział Baekhyun, biorąc ręcznik do ręki. Kyungsoo miał ochotę umrzeć.
            – Idź za mnie – szepnął Kyungsoo.
            – To nie ja chcę malować na jego plecach – rzekł Baekhyun, a kiedy się obrócił, westchnął. Kyungsoo siedział na ziemi i wyglądał, jakby zaraz miał się zmienić w smutną plamę. Baekhyun nienawidził, kiedy w ciało jego zwykle stanowczego przyjaciela wchodziło to małe stworzenie zwane lękiem. Westchnął więc i ruszył w stronę zakładającego koszulkę bruneta, a Kyungsoo przyglądał mu się, wstając z podłogi. Baekhyun zaczął wymachiwać rękami, a mężczyzna przed nim wydawał się być zmieszany i lekko jakby zawstydzony. Kyungsoo widział jednak, że kiwa głową z uśmiechem i wyciąga telefon z kieszeni torby. Kyungsoo stał teraz wyprostowany, napad lęku w jego wnętrzu powoli się uspokajał, a Baekhyun właśnie do niego wracał zadowolony. Mężczyzna nie patrzył za nim; odwrócił się plecami. Kyungsoo jeszcze chwilę się im przyglądał. Baekhyun wcisnął mu do ręki swój telefon z numerem i imieniem. Kyungsoo spojrzał w dół.
            – Kim Junmyeon – mruknął, a Baekhyun kiwnął głową. – Kocham cię, wiesz?
Baekhyun zaśmiał się.
            – Wiem, jestem najlepszym przyjacielem na świecie – powiedział. Wypił zarówno swoją wodę jak i Kyungsoo, po czym oboje udali się do wyjścia.

Kyungsoo nie zadzwonił pod zdobyty przez Baekhyuna numer przez dwa tygodnie. Siedział w swojej pracowni pochylony nad kartkami, szkicując. Cały czas wydawało mu się, że każdy projekt w jego głowie nie pasuje na to, by narysować go na plecach Junmyeona. Po dwóch tygodniach jednak poddał się i stwierdził, że po prostu namaluje coś. Wysłał więc smsa, gdzie podał swój adres, imię i pytanie, kiedy Junmyeon byłby wolny, by się z nim spotkać. Okazało się, że Junmyeon ma teraz czas i może przyjść, więc Kyungsoo się zgodził. Zanim się obejrzał, usłyszał dzwonek do drzwi, ale że był akurat w trakcie mieszania farb, czego nie mógł przerwać, krzyknął tylko, by Junmyeon wszedł do środka. Kiedy skończył mieszać farby i wyszedł z łazienki do salonu, który był też kuchnią i jego miejscem pracy, przywitały go odziane w cienką, białą koszulę idealne plecy Jumnyeona. Zatrzymał się na chwilę, oswajając się z nową sytuacją, po czym Junmyeon, pewnie wyczuwając jego obecność, obrócił się i uśmiechnął niezręcznie. Także zrobił to Kyungsoo. Ciche przedstawienie się. Znów milczenie.
            – Nie wiedziałem, że rysujesz na ludziach – powiedział po chwili Junmyeon, odwracając się do ściany, gdzie znajdowały się zdjęcia. Kyungsoo spojrzał na niego zdziwiony.
            – Baekhyun nie…
            – Powiedział, że malujesz, ale nie powiedział na czym. Powiedział, że chcesz malować mnie, a nie na mnie – wyjaśnił ze śmiechem Junmyeon. Kyungsoo przez chwilę patrzył na niego uważnie. Jego też mógłby namalować, stwierdził po chwili dokładnego przyglądania się jego twarzy, co widocznie wywołało skrępowanie u Junmyeona.
            – Wybacz, że tak patrzę, ale… Próbuję dostrzec to, co na tobie namaluję – powiedział Kyungsoo. Odwrócił się, by wziąć swoje pędzle. Junmyeon chwilę patrzył na niego w zastanowieniu. – Mam nadzieję, że nadal mogę malować po tobie.
Junmyeon wyglądał, jakby na moment się zawiesił, po czym kiwnął głową. Usiadł na obróconym krześle, które wskazał mu Kyungsoo, a następnie, ściągnąwszy koszulę, odłożył ją na oparcie, na którym założył ręce. Kyungsoo pierwszy raz w życiu zarumienił się, kiedy ktoś przed nim ściągał koszulę, a widział to niejeden raz. Potrząsając głową, jakby próbował pozbyć się z niej czegoś, Kyungsoo przysunął wózek z farbami do siebie. Spojrzał na profil Junmyeona, który patrzył teraz przez wielkie okno. Mężczyzna wydawał się spokojny, ale Kyungsoo widział po spięciu jego ramion, że trochę się denerwuje. Kyungsoo westchnął, odkładając pędzle.
            – Nie denerwuj się – powiedział, wstając ze stołka, żeby ruszyć do kuchni. Junmyeon spojrzał na niego zaciekawiony.  –  Chcesz coś do picia?
            – Herbaty – odrzekł, prostując się. Kyungsoo po chwili wrócił z dwoma kubkami, jeden wręczając Junmyeonowi i samemu siadając na krześle naprzeciwko.
            – Nie mogę malować, jeśli twoje mięśnie są spięte. Kiedy je rozluźnisz, obraz się zniszczy – oznajmił Kyungsoo, zanim Junmyeon zdążył go o to spytać. Mężczyzna spojrzał w dół na kubek, w którym pływała silikonowa cytryna, będąca zaparzaczem. Kyungsoo miał pomarańcze w swoim kubku. Przez chwilę oboje milczeli.
            – Czym się zajmujesz, Junmyeon? – zapytał Kyungsoo, zwracając na siebie uwagę mężczyzny.
            – Prowadzę firmę architektoniczną – powiedział szybko Junmyeon. Kyungsoo miał wrażenie, jakby Junmyeon zbyt często odpowiadał na to pytanie.
            – Zajmujesz się tylko… sztuką? – spytał Junmyeon, znów zwracając spojrzenie na ścianę wypełnioną zdjęciami. Kyungsoo powiódł wzrokiem za jego spojrzeniem.
            – Tak, ale nie zawsze dostaję za to pieniądze. Czasem muszę płacić tym, na których chcę malować – widząc zdziwienie na twarzy Junmyeona, Kyungsoo zaśmiał się. – To się zdążyło dwa razy i byłem bardzo zdesperowany, okay? Ale czasem są tacy ludzie, na których ja nie chcę malować, a oni chcą, bym na nich malował. Wtedy jest trochę ciężko, lecz jakoś muszę zarobić na farby.
            – Ja czasem też nie chcę dla kogoś rysować projektów, ale muszę, więc rozumiem – lekko uśmiechnął się Junmyeon. Po chwili między nimi rozwinęła się rozmowa na tyle długa, by sprawić, że Junmyeon w końcu się rozluźnił w towarzystwie Kyungsoo.
            – Chyba powinieneś już założyć koszulę, jest za późno, bym mógł zacząć malować – powiedział Kyungsoo z kuchni, gdzie wkładał brudne naczynia do zlewu. Junmyeon lekko zaskoczony spojrzał na koszulę, która, przewieszona przez oparcie, była całkowicie zapomniana przez ostatnie godziny. Ze śmiechem zapinał właśnie ostatni guzik, kiedy Kyungsoo wszedł do salonu.
            – Ta dziewczyna naprawdę wytatuowała sobie cale plecy? – zapytał Junmyeon, głową wskazując na fotografię. Kyungsoo uśmiechnął się.
            – Naprawdę. Miała świetne plecy do malowania – przyznał, a Junmyeon spojrzał na niego z uniesioną brwią. – No co? Niektórzy mają dobre plecy, a niektórzy nie.
            – Moje plecy są dobre? – spytał Junmyeon, a Kyungsoo zatrzymał się w drodze do stolika z farbami obok Junmyeona. Spojrzał na niego uważnie, po czym kiwnął głową.
            – Tak,  są świetne.

Następnego dnia Kyungsoo siedział w swoim salonie, czekając na Baekhyuna i gapiąc się na ścianę z fotografiami. Czasami zastanawiał się, gdzie podziewa się dziewczyna z jego obrazem wytatuowanym na plecach. Czy wyszła za mąż, tak jak chciała? Czy ma dzieci i dom, taki o jakim mu opowiadała? Czy jednak jeździ po świecie, tak jak chciała, ale nie była pewna, czy da radę? Marszcząc brwi, odwrócił się akurat w tym momencie, w którym Baekhyun wszedł  do jego mieszkania.
            – I jak poszło malowanie Junmyeona? – zapytał Baekhyun, od razu zerkając w aparat leżący na stole, którym Kyungsoo zawsze robił późnej zdjęcia. – Nie zrobiłeś zdjęcia czy co?
            – Nic nie namalowałem – powiedział Kyungsoo, wstając z krzesła.
            – A to czemu? – zapytał Baekhyun.
            – Denerwował się – rzekł tylko Kyungsoo, a Baekhyun kiwnął głową.
            – Umówiłeś się na kolejne spotkanie?
            – Jeszcze nie – odpowiedział Kyungsoo, nastawiając wodę na herbatę. – Zanim zapytasz czemu, to tyle, że będzie pracował i napisze mi, kiedy będzie miał czas – wyjaśnił szybko Kyungsoo, sypiąc cukier do jednego z kubków. Baekhyun gwizdnął.
            – No to ładnie się poznaliście przez ten czas, co? – zapytał, a Kyungsoo wzruszył tylko ramionami. Przez chwilę panowała cisza, przerywana tylko stuknięciami w telefon przez Baekhyuna.
            – Chciałbym malować na jego twarzy – powiedział cicho Kyungsoo, nawet nie patrząc na Baekhyuna. Starszy spojrzał na niego zaskoczony, po czym uśmiechnął się.
            – Ostatni raz, kiedy chciałeś malować czyjąś twarz skończyło się to na długoletnim związku – Baekhyun uniósł brwi. Kyungsoo nie odpowiedział.

Następne spotkanie z Junmyeonem miało miejsce tydzień później. Kyungsoo zaskoczony zobaczył go przed swoimi drzwiami, bo nawet nie zadzwonił, by go uprzedzić. Jego przystojna twarz wyrażała tylko i wyłącznie zmęczenie.
            – Mam nadzieję, że masz czas? – zapytał Junmyeon, jak zwykle uprzejmie. Kyungsoo kiwnął głową, wpuszczając go do środka.
            – Ciężki tydzień? – zapytał Kyungsoo, idąc za mężczyzną.
            – Bardzo męczący – powiedział.
            – Nie chcesz może raczej pójść spać? – zapytał Kyungsoo z troską w głosie. Junmyeon wyglądał jakby nie spał trzy dni. Mężczyzna odwrócił się do niego ze zmęczonym uśmiechem.
            – Czy teraz nie będzie ci łatwiej malować? – spytał, rozpinając koszulę. Kyungsoo zmarszczył brwi, ale nie powstrzymał go w żaden sposób, tylko ruszył po swoje farby. Kiedy wrócił, Junmyeon był w tej samej pozycji, co ostatnio. Jedyne, co się różniło to jego ramiona, całkowicie rozluźnione. Kyungsoo wyjrzał za okno, przez które również patrzył Junmyeon. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi; mimo wszystko Kyungsoo postanowił, że i tak będzie malował. Nawet przy sztucznym świetle, za czym zbyt nie przepadał. Usiadł na stołku za Junmyeonem i, umoczywszy cienką szmatkę w płynie dezynfekującym, zaczął przemywać plecy Junmyeona. Z pierwszym dotykiem mężczyzna wzdrygnął się na chłód materiału, ale po chwili wsparł głowę na rękach założonych na oparciu, wpatrując się przed siebie. Kyungsoo poczekał, aż płyn wyschnie i zaczął beznamiętnie mieszać farbę patrząc się na plecy przed nim. Szerokie ramiona, wąska talia, umięśnione barki. Jaki obraz zasługuje na takie plecy?, zapytał sam siebie, a po chwili w jego głowie rozbrzmiała odpowiedź.
Arcydzieło.
Zanim się spostrzegł, dłoń w której trzymał pędzel zanurzyła jego koniec w jednej z farb i zetknęła się w centralnym miejscu pleców Junmyeona, na środku jego kręgosłupa. A później wszystko było rozmazane.
Wymiana farb,
zmiana pędzli,
zmazywanie,
poprawianie,
wygładzenie,
cieniowanie,
zapalenie światła,
wyrzucenie pędzla
malowanie palcami.
Za każdym razem, gdy jego palec dotykał skóry Junmyeona, mężczyzna przymykał na chwilę oczy. Kiedy w jednym momencie Kyungsoo trafił swoim palcem między żebra, Junmyeon lekko podskoczył, chyba wyrwany ze snu. Kyungsoo szybko drugą ręką uspokoił go, kładąc ją nisko na biodrze, małym palcem zahaczając o pasek od spodni Junmyeona. Kyungsoo, zbyt zagubiony w swojej pracy, nie zauważył jak bardzo intymny ten gest wydał się dla Junmyeona. Junmyeon, dziwnie rozbudzony, położył swoją głowę na ramionach, patrząc na księżyc za oknem. Kyungsoo nie odsunął swojej dłoni, jedynie przysunął ją lekko w górę, by wyprostować zgarbione plecy Junmyeona.

Kyungsoo skończył, kiedy na dworze zaczynało wschodzić słońce, a Junmyeon był pogrążony w głębokim śnie. Kyungsoo wyjrzał za okno, wycierając dłonie, zanim jeszcze rzucił pierwsze spojrzenie na swoje dzieło. Jednak najpierw spojrzał na Junmyeona. Miał lekko uchylone usta, a jego włosy zasłoniły mu twarz. Kyungsoo złapał za jeden z kosmyków, odgarniając go na bok, by przyjrzeć się mu lepiej.  Westchnął, po czym spojrzał na jego plecy.
Obraz przedstawiał drzewo z pniem tak długim, jak kręgosłup Junmyeona. Drzewo nie miało liści, jedynie puste gałęzie, które jak pajęczyny ciągnęły się przez łopatki Junmyeona, by w końcu zblednąć tak, by połączyć się z odcieniem skóry mężczyzny. Tam, gdzie pień drzewa nie miał żadnych gałęzi, opadały powoli niewielkie pióra. Kyungsoo nie mógł uwierzyć, że udało mu się je tak dokładnie narysować. Z głębi rysunku wynurzały się motyle, jednak ich kontury były zamazane, jakby próbowały wydostać się z ciała Junmyeona. Cały rysunek wydawał się starać wydostać z jego wnętrza. Spod lewej łopatki Junmyeona chciał wydostać się koliber, a z dołu jego pleców starały się wyrosnąć kwiaty. Na prawej łopatce natomiast, ukryty za równymi liniami gałęzi i ich ostrych kątów, znajdował się niezwykle jasny księżyc. Kyungsoo spojrzał na swój stolik i faktycznie użył srebrnej farby, której zazwyczaj nie brał pod uwagę, ze względu na jej metaliczny blask. Kyungsoo wstał, by móc się temu przyjrzeć z daleka. Obraz wyglądał jak chaos złożony z natury i kształtów geometrycznych, jednak wszystko tak dziwnie idealnie do siebie pasowało, że Kyungsoo nie mógł powstrzymać głupiego śmiechu, jaki wydostał się z jego ust. Nie wierzył, jak te gałęzie są niewyobrażalnie długie i zawiłe na szerokich ramionach Junmyeona. Spadające pióra mogły być piórami kolibra, ale jednak łączyły się z tym drzewem, dając iluzje spadających liści na te kwiaty, które chciały pokazać się tak bardzo na plecach mężczyzny.
Kyungsoo miał ochotę szarpnąć Junmyeona i zaciągnąć go do wielkiego lustra, by on też mógł to zobaczyć, ale nie zrobił tego. Mimo że w tyle jego głowy głos mówił mu, że powinien go obudzić, pokazać mu to dzieło i kazać iść spać, chociażby na kanapie, Kyungsoo nie obudził go. Praktycznie zwlekł go z krzesła prosto na jego kanapę. Junmyeon jedynie zmarszczył brwi w momencie, kiedy Kyungsoo go podnosił i opuszczał na kanapę. Postanowił zrobić kilka szybkich ujęć z daleka i dokładnych detali na wszelki wypadek, gdyby Junmyeon się obudził i obrócił na plecy, ale miał nadzieję, że tak się nie stanie i sam udał się do swojej sypialni, by na chwilę odpocząć.
Kyungsoo wstał po kilku godzinach snu. Zsunął się z łóżka, przecierając twarz dłońmi, by po chwili zauważyć, że nadal była na nich farba. Po krótkiej wizycie w łazience Kyungsoo udał się do kuchni, gdzie przygotował śniadanie. Junmyeona obudziło ciche pikanie ekspresu do kawy. Ostrożnie usiadł na kanapie, a przed nim pojawił się Kyungsoo z kubkami w obu dłoniach. Junmyeon z cichym podziękowaniem wziął jeden z nich. Potem Kyungsoo kazał mu stanąć w wyznaczonym miejscu i zaczął robić zdjęcia, a gdy skończył, zabrał go do swojej sypialni i ustawił plecami do wielkiego lustra. Zaraz po tym w jego ręku znalazło się trochę mniejsze i Junmyeon pierwszy raz mógł zobaczyć co zostało stworzone na jego plecach.
Z pierwszym zerknięciem jego całe ciało zesztywniało ze strachu, że farba zaraz poodpada z jego pleców. Dopiero po dokładniejszym przyjrzeniu się swoim plecom dostrzegł on wszystkie te drobne detale ukryte w pięknym obrazie. Junmyeon był w tak wielkim szoku, że bał się, że zostanie tutaj, przed lustrem Kyungsoo, do końca swoich dni, nie będąc w stanie napatrzeć się na to, co na jego ciele stworzył Kyungsoo. Nie mógł uwierzyć, że na jego plecach został namalowany tak piękny obraz. Przez chwilę zastanawiał się, czy ciężko by mu się żyło bez mycia pleców i jak noszenie ubrań wpłynęłoby na stan tego rysunku. Moment później odepchnął te myśli na bok,  po prostu patrząc.
Kyungsoo stojący obok Junmyeona przyglądał się zmianom w mimice twarzy mężczyzny. Widział szok i zaskoczenie, a potem nagle długo, długo nic, jakby Junmyeon przestał w ogóle myśleć. Następnie na jego twarzy pojawił się podziw, na co Kyungsoo uśmiechnął się lekko.
            – To jest niesamowite – szepnął cicho Junmyeon, dalej nie odrywając wzroku od odbicia swoich pleców. Kyungsoo kiwnął na to tylko głową, czując jak głos ugrzązł mu w gardle, choć sam nie wiedział czemu. Niespodziewanie Junmyeon odwrócił wzrok od lustra, by spojrzeć na Kyungsoo, który uniósł tylko brew, widząc że Junmyeon chce o coś spytać, jednak ciężko przechodziło mu to przez gardło.
            – Czy… chciałbyś kiedyś jeszcze coś na mnie namalować? – zapytał, a Kyungsoo uniósł brwi, w zdziwieniu bezwiednie otwierając usta.
            – …tak – odparł zachrypniętym głosem, jakby wczorajszą noc przeżył krzycząc w niebogłosy, a nie malując na czyichś plecach. Junmyeon tylko się uśmiechnął.

            – Wow, Kyungsoo, po prostu wow – stwierdził Baekhyun, gdy wpadł do mieszkania Kyungsoo tego samego dnia wieczorem. Właśnie przeglądał na komputerze zdjęcia obrazu na plecach Junmyeona i starał się wybrać te najlepsze do wydruku, ale jakoś nie mógł zrezygnować z żadnego z ponad dwudziestu zdjęć.
            – Skup się, to musi być maksymalnie dziesięć – powiedział Kyungsoo,  siadając obok niego.
            – Ale jakim cudem udało ci się umieścić tyle detali? Czym ty to malowałeś, ręką? – zapytał, przeskakując z jednego zdjęcia na drugie.
            – Tak – odparł tylko Kyungsoo, a Baekhyun spojrzał na niego zaskoczony. – Co?
            – Nie, nic, no ale od kiedy ty malujesz dłońmi? Ty nie malujesz dłońmi, bo wtedy musisz dotykać obcych ludzi, a ty nie lubisz dotykać obcych ludzi – zaczął szybko Baekhyun, po czym nagle przerwał i uśmiechnął się w taki sposób, że Kyungsoo zaczął się bać. – Ach… Rozumiem. – powiedział tylko, wracając do zdjęć.
            – Niby co? – zapytał głupio Kyungsoo.
            – Ja wiem co, ty wiesz co, tylko Junmyeon nie wie co, ale się dowie – odrzekł tylko Baekhyun, a Kyungsoo miał wielką ochotę go udusić.
            – Nie no, ale facet ma niezłe plecy – dodał z uznaniem Baekhyun, a Kyungsoo w ostatniej chwili powstrzymał się przed krzyknięciem „PRAWDA?!”. Baekhyun raczej to zauważył, ale nic nie powiedział. Przez chwilę panowała cisza, gdy Baekhyun starał się wybrać odpowiednie zdjęcia.
            – Zapytał mnie, czy nie chciałbym czegoś jeszcze na nim narysować – powiedział nagle Kyungsoo.
            – Junmyeon tak powiedział? – zapytał Baekhyun, a Kyungsoo spojrzał tylko na niego.    – No to super.
            – To nie super, bo ja nie wiem, co mogę na nim narysować, a on już do mnie napisał, czy coś wymyśliłem. Jedyne , co wymyśliłem, to obraz na jego twarzy – wyjaśnił z westchnięciem Kyungsoo.
            – Nad tym też się nie zastanawiałeś, a zobacz co ci wyszło – powiedział tylko Baekhyun. Kyungsoo chciał mu coś odpowiedzieć, ale nie miał żadnego kontrargumentu, więc tylko ściągnął brwi. – Oj przyznaj, że na niego lecisz. Będzie ci łatwiej – zaśmiał się Baekhyun, po czym otrzymał dość silne uderzenie w tył głowy od Kyungsoo.

Kyungsoo wiedział, że się wkopał w momencie, kiedy Baekhyun pokazał na Junmyeona w tej głupiej siłowni. Już wtedy wiedział, że jest po nim.
            Baekhyun zawsze uważał, że do Kyungsoo ciężko się jest zbliżyć, jeśli on nie znajdzie w tobie czegoś, co może go zachwycić. Kyungsoo z czasem przyznał mu rację. Nie, że był jakiś aspołeczny, tylko większość ludzi po prostu nie była na tyle interesująca, by utrzymywać z nimi dłuższe lub głębsze kontakty. Jedyny sposób w jaki Baekhyunowi udało się zostać wieloletnim przyjacielem Kyungsoo był fakt, że uważa on, że w pewien sposób Baekhyun jest piękny i jego dłonie też są piękne, więc Kyungsoo miał kiedyś krótką fazę malowania na dłoniach Baekhyuna.
Gdy chodziło o miłość było jeszcze gorzej. Kyungsoo w swoim życiu zakochał się dwa razy. Pierwszy raz w dziewczynie ze studiów, która była czasem modelką podczas jego zajęć ze sztuki. Mimo niechęci Kyungsoo do płótna oraz kartek, ją malował najlepiej jak tylko potrafił, a i ona uważała, że maluje ją najlepiej ze wszystkich. To na niej namalował swój pierwszy obraz, kiedy któregoś dnia ich pierwszego miesiąca razem zasnęła z nogami na jego kolanach i Kyungsoo narysował na jej łydkach skomplikowane wzory i odlatujące ptaki. Była zachwycona. Odeszła prawie od razu po tym, jak Kyungsoo ukończył studia i nagle zdał sobie sprawę, że nie wie, co może robić w życiu prócz malowania. Ona uważała, że z tego nie wyżyje, więc po intensywnej kłótni zniknęła. Kyungsoo potem widział ją raz, po ponad roku, w supermarkecie. Była kasjerką. Ale nie stanął w jej kolejce. Poszedł do innej i w tamtym momencie znalazł swoją drugą miłość.
            Był to młody chłopak na studiach, o rysach twarzy tak pięknych, że Kyungsoo miał ochotę go dotknąć, by sprawdzić, czy jest prawdziwy. Po miesiącach chodzenia do tego samego sklepu, po staniu godzin w kolejce do jego kasy i krótkich rozmowach podczas kasowania jego produktów, Kyungsoo jakimś głupim szczęściem spotkał go w innym sklepie, gdzie chłopak go rozpoznał, a ich rozmowa przedłużyła się na tyle, by wkurzyć klientów za nimi. Przeniosła się ona później do kawiarni i, nim Kyungsoo się obejrzał, ten chłopak siedział na krześle przed nim, a jego plecy były smukłe, delikatne i piękne. Kyungsoo wtedy odkrył, jakie dzieła można tworzyć na plecach; oraz na twarzy, bo Kyungsoo nie mógł przepuścić okazji, by nie pomalować takiej twarzy. Był bardzo zakochany, ale ten chłopak skończył studia i dostał propozycję pracy za granicą. Widział, jak bardzo się wahał nad tym, czy zostawić Kyungsoo czy nie, a nawet pytał go, czy by z nim nie pojechał. Gdy widział na jego twarzy to lekkie załamanie na myśl, że ma porzucić jego albo tę wielką szansę, Kyungsoo nie mógł na to patrzeć. Kazał mu tam pojechać i, mimo tego że chłopak chciał utrzymać związek na odległość, Kyungsoo wiedział, że to nie dla niego. I znów został sam. Puentą tego wszystkiego jest to, że Kyungsoo zawsze zakochiwał się w swoich muzach. Gdy spotkał ją i jego, malował tylko na ich ciałach, oni dawali mu inspirację pięknem ich wyglądu i ich wnętrza. Więc gdy Kyungsoo zobaczył Junmyeona i poczuł napływ inspiracji i chęci namalowania czegokolwiek na każdej udostępnionej mu przez Junmyeona części ciała, po prostu wiedział, że to koniec.
Kyungsoo nie pisał Junmyeonowi na temat spotkania. Pisał do niego na temat innych rzeczy. Co lubi robić, gdzie się urodził, o rodzinie i o wszystkie jego ulubione rzeczy. Junmyeon też o nie pytał. Pytał o przyjaciół Kyungsoo, bo chciał ich poznać; pytał o różne inne rzeczy, na których temat Kyungsoo zazwyczaj nie rozmawiał, ale skoro wiedział już, że się zakochał, miał to gdzieś. Jedyne czego się bał to to, że Junmyeon być może nie lubi go tak jak on lubi jego. Może jest homofobem?, zapytał raz sam siebie, ale nie mógł sobie wyobrazić, by ktoś tak miły jak Junmyeon mógł obrażać innych ludzi z takiego względu. Mimo wszystko starał się trzymać dystans i ilekroć Junmyeon pytał go o spotkanie – nie malowanie – Kyungsoo nie zgadzał się, mówiąc, że jest zajęty. A nie był. Ale tak było na razie lepiej.

O siódmej rano pewnej soboty z lóżka wypłoszyło Kyungsoo głośne i natarczywe pukanie. Na samym początku pomyślał, że to Baekhyun, ale Baekhyun o siódmej rano nie wstałby z lóżka z własnej woli, nawet jakby mu zapłacili. Trochę niepewnie uchylił swoje frontowe drzwi, by zobaczyć za nimi Junmyeona. Nie wyglądał na zmęczonego. Ani na zaspanego. Wyglądał, jakby nie spał już od godziny i był gotowy na dzień pełen niespodzianek, ale takich miłych. Za to Kyungsoo wyglądał jak zombie i do tego był półnagi. Zmierzył Junmyeona od góry do dołu. Zatrzymał się dłużej na rękach w kieszeniach spodni, co wydawało mu się nie pasować do postawy Junmyeona, zanim głośno zamknął drzwi i popędził do szafy. Junmyeon delikatnie uchylił drzwi, zaglądając do środka.
            – Kyungsoo? Mogę wejść?! – krzyknął.
            – Tak, tak, jasne. Wchodź! – odkrzyknął Kyungsoo, uderzając głową o drzwi od szafy i przeklinając siebie w myślach.
            – Wybacz, że cię obudziłem – powiedział na wstępie Junmyeon, kiedy Kyungsoo w miarę ogarnięty pojawił się w salonie.
            – Nic się nie stało – machnął zbywająco ręką, wchodząc do kuchni. – Co cię do mnie sprowadza? – zapytał, wlewając do kubków kawę.
            – Ty – powiedział szybko Junmyeon, a Kyungsoo uniósł zaskoczony brwi. – Och, no weź. Myślisz, że jestem taki głupi, że gdy ignorujesz moje pytania, ja to uważam za normalne? – spytał Junmyeon, a Kyungsoo poczuł, jak na jego policzki wstępują lekkie rumieńce.
            – Nie, ja-- – zaczął.
            – Nie, nieważne już. Przyszedłem, bo stwierdziłem, że tak będzie ci łatwiej po prostu zacząć malować – powiedział Junmyeon, upijając łyk kawy. Kyungsoo dalej patrzył na niego w szoku. – Co?
            – Nic – odparł Kyungsoo, odstawiając swój kubek i wstając, by postawić krzesło na środku salonu. – Siadaj więc – powiedział Kyungsoo. Junmyeon uśmiechnął się, ściągając swoją koszulę, ale tym razem Kyungsoo już się nie obrócił. Junmyeon usiadł na miejscu, a Kyungsoo zaraz za nim i bez słowa zaczął malować. Junmyeon czuł każde pociągnięcie pędzla, ale mimo to niezbyt wychodziło mu zobrazowanie sobie tego, co rysował Kyungsoo. Jedyne, czego Junmyeon był pewien, to długa linia, jaką Kyungsoo narysował wzdłuż jego kręgosłupa. Reszta była dla niego niewiadomą.
            – Junmyeon? – zapytał Kyungsoo, kiedy do ukończenia kolejnego obrazu pozostało tylko kilka minut. Mężczyzna mruknął pod nosem, dając znać, że słucha. – Mogę namalować coś na twojej twarzy? – spytał Kyungsoo. Junmyeon znieruchomiał całkowicie, chyba nawet nie oddychał przez kilka sekund.
            – Tak – powiedział cicho. Kyungsoo miał ochotę skakać ze szczęścia, ale powstrzymał się i zamiast tego narysował ostatnią prostą linię, po czym wyprostował się.
            – Skończone – oznajmił. Junmyeon podniósł głowę i spojrzał na niego.
            – Tak szybko? – zapytał. Wstał i poszedł do sypialni za Kyungsoo.
            – Ten ma mniej szczegółów – powiedział tylko Kyungsoo, podając mu lusterko. Na plecach Junmyeona widniało teraz kilkadziesiąt linii prostych, tworzących geometryczny obraz tak idealnie równy, że Junmyeon zastanawiał się, czy Kyungsoo nie używał w jakiś sposób linijki. Z połączenia linii powstawały trójkąty, prostokąty i romby. Łączyły się ze sobą, przechodziły przez siebie, a czasem gdzieś w środku znajdowała się mała kropka, która, gdy się lepiej przyjrzeć, była kwadratem. Ale to dzieło zajmowało tylko połowę pleców Junmyeona. Poza linią narysowaną przez całą długość kręgosłupa Junmyeona na lewej stronie narysowane zostało mnóstwo takich małych kwadracików, które, jak się na nie dłużej patrzyło, zdawały się tworzyć jakiś wzór, ale Junmyeoin nie mógł ustalić jaki; gdy tylko mrugnął, on znikał i pojawiał się inny.
            – Niesamowite – szepnął cicho, a Kyungsoo uśmiechnął się. Złapał go za ramię, by odciągnąć go od lustra. Po zrobieniu zdjęć Kyungsoo rozłożył na kanapie biały materiał i usadził na nim Junmyeona, po czym kazał mu zamknąć oczy i zaczął rysować.
Kiedy Junmyeon poczuł dłoń Kyungsoo na swojej twarzy, drgnął zaskoczony, ale po chwili znieruchomiał i pozwolił, by Kyungsoo robił swoje. Cała twarz Junmyeona była biała, nie licząc ust, które nie zostały pokryte żadną farbą, a dookoła nich namalowane zostały delikatnie różowe, prawie identyczne jak barwa ust, linie, które wyglądały jak pęknięcia. Na lewym policzku Kyungsoo zmazał odrobinę farby i obrysował czystą skórę tą różową farbą tak, że wyglądało to jakby kawałek maski odpadł z twarzy Junmyeona. On sam nie mógł się napatrzeć. Kyungsoo wrócił z łazienki po umyciu dłoni, a on dalej patrzył w swoje odbicie, nawet gdy Kyungsoo robił mu zdjęcia. To było takie zwyczajne ujęcie typowej metaforycznej maski człowieka, jednak Junmyeon nadal nie mógł pojąć, jak fantastycznie to może wyglądać. Kiedy nagle z jego reki zniknęło lustro, spojrzał zaskoczony na Kyungsoo, który z uśmiechem odłożył je na stół.
            – Uważaj bo się jeszcze zakochasz – powiedział. Junmyeon nie odpowiedział. Jedyne, co zrobił to zbliżył się na tyle blisko i na tyle gwałtownie, że gdy jego usta dotknęły Kyungsoo, miał wrażenie, że ta siła zrzuci go za chwilę z krzesła. Gdy Junmyeon zaczął się odsuwać, to Kyungsoo był tym, który  złączył ich usta. Coś uderzyło w Kyungsoo. Fakt, że Junmyeon najbardziej ze wszystkich swoich poprzednich muz podziwiał jego dzieła; to, że w ogóle go pocałował, albo może to, że tak bardzo chciał, by Kyungsoo na nim malował. Nie wiedział dokładnie, ale to coś sprawiło, że po sekundzie Kyungsoo siedział na jego kolanach, swoje dłonie miał wplątane w jego brązowe włosy, a dłonie Junmyeona mocno zaciskały się na jego biodrach. Gdy Kyungsoo przesunął swoją dłoń na kark Junmyeona, nagle zastygł i otworzył oczy, odskakując. Junmyeon spojrzał na niego zaskoczony, a gdy Kyungsoo pociągnął go do pionu, nagle zrozumiał. Na białym materiale odcisnął się rysunek Kyungsoo. Idealnie, każda linia w każdą linię, każdy kwadrat, wszystko. Kyungsoo, ciężko oddychając, ściągnął materiał z kanapy i delikatnie położył go na ziemi, tak by światło wpadające z okien oświetlało obraz. Kiedy się obrócił w stronę Junmyeona, na jego twarzy widniał taki uśmiech, że Junmyeon zaczął się śmiać, a zaraz za nim dołączył Kyungsoo. Po chwili jednak ich śmiechy umilkły, bo Junmyeon znów stał przed Kyungsoo z rękami na jego policzkach i scałowywał z jego ust resztki uśmiechu.



No więc oto jest! Opowiadanie! Yey...!
G.G